Wydarzenia...
Wydarzenia...
17-11-2007r
Otwarcie Brzeziniaka
Nowy pensjonat. Dodatkowe ileś tam pokoi, łóżek. Kilka dni i nocek ciągłej harówki. Pościel, zasłonki, firanki. Dopracowywanie ostatnich szczegółów, które robią klimat. I ten ciągły stres. Będą turyści? Ruszy? 
Ruszyło w maju 2007. No i cały sezon też. Starzy turyści nie zawiedli, nowi się dowiedzieli. Jak już kurz po turystach opadł, spokój jako taki nastał, przyszła jesienna refleksja – toż nowych progów nie opiliśmy. W Bieszczadach tak być nie może.

No i zaproszenia poszły po całych Bieszczadach, ale nie tylko – w Polskę też. Po prostu do znajomych, przyjaciół. 17 listopada święcimy nowy pensjonat. No i Francuz ma 40tję – święcimy razem. To będzie impreza! Zaprosiliśmy Krysię Szostak, żeby zrobiła przy tej okazji wernisaż. Krysia, dopiero co osiadła malarka na Krzywym. Zakochana w Bieszczadach, niech inni te jej Bieszczady poznają. 

17 listopad 2007. 45 miejsc przy stole przygotowanych. No i znowu stres. Czy przyjdą, no bo to trochę łyso tak przy pustych krzesłach. Przyszli. Co tu dużo mówić. Krzysiek i ja, a na dokładkę Gośka, żeśmy grzali chwilami ławkę w holu, bo miejsc brakło jak ciepłe posiłki na stoły wjeżdżały. A przyjaciele, nie marudząc po pięciu na trzech krzesłach półdupkiem jedli barszcz z krokietami. 

Ale to tylko chwilami. Bo wszystkim czasu było szkoda. Zamówiona kapela grała zacnie, a temu towarzystwu dwa razy nie trzeba mówić. Schodzili z parkietu jedynie żeby kolejny toast wznieść lub się posilić. Było pogo, był wężyk, rock pod wezwaniem Janis Joplin i the Dorros, a nawet Grechuta gdzieś tam unosił się nad nami. A nad ranem jak już z sił kapela opadła – jam session w wykonaniu naszych chłopców. A my się kiwaliśmy przy tej ich muzyce, co to z rozmarzenia młodości grała.

Nad ranem towarzystwo acz niechętnie do domów się rozjeżdżała, a Ci co już jechać nie mogli – zalegli w gościnnych pokojach. Tylko Doktorki w niejaki osłupienie wszystkich wpędzili – o 6.00 rano założyli narty i na biegówkach do domu te 7 km polecieli po zaśnieżonych torach kolejki. Ponoć jak dotarli, to wszelkie procenty z głów wywietrzały. 

A od 10.00 Aleks grzał barszcz czerwony, coby napływających gości na nogi postawić. Towarzystwo jak na Bieszczady przystało – nie do zdarcia. I tak żeśmy do popołudnia atrakcje poprzedniej nocki wspominali.

O 18.00 cisza zaległa. Nikogo. Jakoś tak głupio. No to z Gośką wzięłyśmy pożyczony wieszak z Biesika. Lecąc z buta te 500 m miałyśmy ubaw przedni, wieszak ciągnąc za sobą. W Biesisku pustkę rozwiałyśmy, kaca chłodnym piwem lecząc. 


I takie to u nas w Bieszczadach imprezy. A nie była to jedyna u nas, do dziś wspominana. 



Galeria
Goście za stołem
Przemowa - powitanie
Tańce
Wężyk
Czułości
40 lat minęło...
Witamy gości
Krysi wernisaż



2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
2007

Copyright © 2011 Siedlisko Brzeziniak - All rights reserved. Realizacja:    BitArtis - Prezentacje multimedialne, Strony www